misspauli
misspauli.blog.interia.pl
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
O mnie
misspauli
Słówko o mnie
Szukam siebie, bo podziałam się gdzieś - miejmy nadzieję, że na chwilę ;)
Zobacz mój profil
Księga gości
 
Notki
2009-07-12
Prognozy swoje, a pogoda swoje. Już prawie tydzień ciągną się te deszcze i doskwiera niska temperatura dodatkowo wzmagana przez silny wiatr. Mnie zawsze taka pogoda przypomina nadmorską aurę, która często gości nad polskim wybrzeżem. Coś w tym jest… Nad Bałtyk mamy do pokonania niecałe 180 km. Może hulające nad morzem wiatry docierają i tutaj?

Wymarzliśmy dziś na Mszy, bo staliśmy na dworze. Od czasu kiedy niespodziewanie zaczęło robić mi się słabo, aż do omdlenia wręcz mam jakiś wewnętrzny opór przed przebywaniem w pomieszczeniach. Te omdlenia to kolejny etap rozwoju ciąży, więc myślę, że niebawem miną, tak jak przeszły mdłości. Póki co uważam na siebie. Po takiej dawce świeżego, zimnego powietrza należy się nam konkretna porcja ciepłego rosołu.

Dzisiejszy wieczór mamy już zarezerwowany na przygotowanie domu do akcji Wymiany Okien. Mam nadzieję, że jutrzejsza wizyta monterów nie będzie miała nic wspólnego z tajfunem lub tym podobnym przerażającym zjawiskiem. Boję się, czy starczy mi sił na generalne porządki, jakie zaplanowałam sobie. Znając mnie, będę chciała wszystko zrobić w jeden dzień, ale broń mnie Panie Boże przed taki galopem. Powoli, rozważnie. Trzeba już zacząć poważnie myśleć o przygotowaniu portu dla naszego maleństwa, które za 4 miesiące wypłynie ze mnie i przycumuje na dobre w naszym życiu!

Ach! Gdyby tylko pieniędzy było więcej, wszystko byłoby łatwiejsze. Obecnie staramy się wygramolić z finansowego bagna (już nie dołka); mam wrażenie, że ciągle jesteśmy przez nie wciągani. Aż się boję myśleć, co będzie dalej. Dlatego powtarzamy sobie, że uda nam się
wyjść na prostą i oszczędnie żyjemy. Oby to się szybko zmieniło i nie trwało długo. Musimy wytrwać i wytrwamy!

Tolerować Wtrącalską 2009-05-21
Życie potrafi nas miło zaskoczyć. Nie sądziłam, że tak szybko wzbogacę się o kolejne kwiaty. Jeszcze w ten sam dzień nadarzyła się okazja wyjazdu do centrum ogrodniczego. Przed wyjazdem obiecałam sobie, że będę niewzruszona i nawet przez myśl mi nie przejdzie, by kupić nowe okazy. Nastwiłam się, że będę po prostu rozkoszować się pięknem różnorodnych odmian. Już na miejscu okazało się, że surfinie mocno staniały - o 50%. Jedna sadzonka kosztowała 2zł. Jak tu nie skorzystać z takiej okazji? W portfelu miałam drobnych dokładnie 14zł, czyli na siedem sadzonek, a tyle akurat potrzebowałam. Wzbogaciłam się więc o siedem pięknych, białych surfinii. Pani ogrodniczka wybrała mi takie bujne, zdrowe okazy.
Teraz cały taras tonie w kwiatach. Oby pogoda tylko sprzyjała, bedzie się można cieszyć ich towarzystwem.
Teraz będzie mniej przyjemny temat, choć postanowiłam sobie, że nie pozwolę już sobie na uległość i przytakiwanie. To koniec! Jeśli uznam, że coś jest niezgodne z moimi przekonaniami, planami albo narusza moją wolność, będę protestować w sposób zdecydowany, bo spokojne tłumaczenie i rozmowa nic juz nie daje.
Oto sytuacja:
od pewnego czasu dość często odwiedza nas mój kuzyn (właściwie od kiedy się zaręczył i poprosił Mżonka, by został świadkiem na jego ślubie). Jedną z jego cech jest nadzywczajna pracowitość, a szczególnie kocha to, czym zajmuje się na co dzień, czyli (jak by to ująć fachowo?) prace hydrauliczno - budowlane. Drugą jego cechą jest to, że nie potrafi nikomu odmówić pomocy. Dogadali się z Mżonkiem, że pomoże mu postawić garaż, na który zgodził się Filozof i oddał nam kawałek podwórka (oczywiście nie bez problemów, które były inspirowane działalnością Wtrącalskiej). No i właśnie teraz powinna pojawić się Wtrącalska - przecież nie byłaby sobą, gdyby nie wtrąciła się. Wpadła na genialny pomysł, że skoro ten kuzyn jest taki robotny, to trzeba go namówić i pomaluje nam balustrady na tarasach, a jakże za darmo! Kilkakrotnie tłumaczyłam, że nie wypada tak wykorzystywać chłopaka, a jeśli już to musi dostać wynagrodzenie za swój czas i pracę, a poza tym co to za filozofia oblecieć białą farbą te balustrady samemu. Moje tłumaczenia na nic się zdały. Wczoraj ponownie poruszyła ten temat i miarka się przebrała. Skoro nie rozumie racjonalnych argumentów, to inaczej ten problem rozwiążemy i to raz na zawsze.
Miałam plan. Myślałam, że będę musiała czekać do soboty, ale znowu szczęście mi sprzyjało i jeszcze wczoraj mogłam widzieć jak Wtrącalska miała się z pyszna, kiedy mówiłam: oświadczyłam kuzynowi, że teściowa chciałaby, żebyś pomalował jej balustradę na tarasie. Powiedziałam też, że zarobi sobie trochę grosza. Mżonek dorzucił jeszcze, zwracając się do Wtrącałskiej, żeby dobrze mu zapłaciła, żeby chłopak był zadowolony. Jedyną reakcją Wtrącalskiej była ciemno czerwona purpura, jaka pojawiła się na twarzy. Myślę, że już więcej nie ośmieli się wykorzystywać kogokolwiek dla własnej wygody i unikać tematu wynagrodzenia.
To smutne, ale Wtrącalska jest niezwykle skąpą osobą - to skąpstwo doprowadzone jest wręcz do granic możliwości. Jednym z jego przejawów jest pomysł obdarowania naszego Maleństwa rzeczami, które przechowała po własnym synu, a które liczą 30 lat. Nawet nie chcę myśleć w jakim stanie są te ciuszki. Po prostu przykro mi, że żal jej wydać parę groszy na pierwszego wnuka i kupić mu nowe ubranka.
Jestem tolerancyjna, ale na pewno nie będę akceptować jej stylu życia. Dopóki nie narusza on w niczym naszej wolności, może sobie na własnym podwórku robić, co chce.
Jeszcze tak na koniec... Zawsze myślała, że to moja mama jest osobą, która potrafi wtrącać się we wszystkie moje sprawy, a po teściowej spodziewałam się raczej powściągliwości. Myliłam się ogromnie!
2009-05-19
Brakuje mi jeszcze siedem sadzonek surfinii, abym mogła w pełni upiększyć jeden z tarasów - ten od ogrodu- i zarazem spełnić moje marzenie odcięcia się od wścibskich spojrzeń Wtrącalskiej. Uchwyty na skrzynki balkonowe musiałabym też kupić, są wprost niezbędne, ale w tym miesiącu nie wygospodaruję już na to pieniędzy. 
Za pięć dni chrzest Antosia, Mżonek zostanie ojcem chrzestnym, więc nie wypada nic z tej okazji nie przyszykować w kopertkę (nawet robią teraz specjalnych wymiarów, takie maleńkie kopertki).
Za tydzień mam kolejną wizytę u lekarza. Pani doktor zpowiedziała już, że będzie robić dokładne USG, by przyjrzeć się naszemu dzidziusiowi. Koszt wizyty myslę, że zamknie się w kwocie 100zł.
Spłaciłam dziś dług na karcie kredytowej.
Niby wyrobiliśmy się finansowo, ale to co zostało nie straczy na długo. Nie wiem, kiedy dostanę zasiłek chorobowy. Nie pozostaje nam nic innego, jak wegetacja do następnej wypłaty.
Temat pieniędzy ostatnio wybitnie dominuje moje myśli. Taka pogoń za pieniądzem do nieczego dobrego nie prowadzi, ale z drugiej strony, jeśli nie starcza na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych...
Czasem muszę się nagimnastykować, żeby zapewnić sobie i maleństwu potrzebne składniki odżywcze. W zasadzie nie mam żadnych szalonych "zachcianek", nie podążam ślepo za dziwnymi "chętkami na..." Mogę więc w sposób racjonalny i rzecz jasna dostosowany do portfela się odżywiać.
tęsknota za latem 2009-05-15
Dwie dobre wiadomości tak od samego rana mogą mieć zbawienny wpływ na przebieg dalszego dnia.
Ucieszyłam się, gdy w końcu ujrzałam na koncie zwrot podatku. To bardzo wyczekiwane pieniążki i pewnie nie starczą na długo, bo nie ma ich wiele, ale zawsze jakiś to zastrzyk finansowy jest. 
Mogę obwieścić już wszem i wobec, że pojawiły się pierwsze krajowe truskawki. Oszałamiający zapach, niepowtarzalny smak - już możemy zacząć się nimi rozkoszować. Na razie cena jest dość wysoka, jak co roku zresztą. Miejmy nadzieję, że przy sprzyjającej pogodzie plony będą obfite, a przez to cena malejąca. Zamierzam najeść się truskawek pod rozmaitą postacią i zrobić zapasy na zimę!

Tęsknię za słoneczną, ciepłą pogodą, za urlopem spędzanym nad morzem, za zachodami słońca i parnymi nocami.  Czekam aż słońca na dobre zagości i nie będzie się kryło za zimnymi, stalowymi chmurami przyganiającymi deszcz i wiatr.
Życzmy sobie pięknego, słonecznego, ciepłego lata!
cudowne dziewięć miesięcy 2009-05-12
Wydaje mi się, że zbyt szybko przybieram na kształtach, choć waga stoi w miejscu. Na badaniach okresowych w pracy waga wskazywała 60 kg (co było przyczyną mego załamania i co od dawna podejrzewałam, gdyż powoli przestawałam mieścić się w moje małe 38, z którego byłam tak dumna - no nic taki tryb życia). Badania robiłam bodajże w styczniu. Podczas ostatniej wizyty pani ginekolog kontrolowała moją wagę, która ponownie wskazała 60 kg, co jest bardzo dziwne, bo wiem, że pozostały mi jedyne spodnie, w które się mieszczę (pewnie za tydzień i one będą za ciasne). Oglądam się z uwagą w lustrze i widzę przede wszystkim rosnący brzuch, ale nie ciążowo, tylko to jest po prostu brzuch grubaski! Nie wiem, co mam myśleć? Moje rzeczy są za ciasne, ciążowe, które kupiłam w rozmiarze M - za duże. Nic z tego nie rozumiem, ale widzę ten okropny brzuch. Pewnie najlepszym wyjściem byłoby po prostu poćwiczyć, poruszać się, jednak z wciąż  trwającymi mdłościami i wymiotami to jest niemożliwe!
12 tydzień to ostatni tydzień trzeciego miesiąca. Podobno to złe samopoczucie trwa właśnie trzy miesiące, ale po wczorajszym, nie wierzę, że tak nagle przejdzie. Najbardziej brakuje mi możliwości normalnego funkcjonowania. Nie wiesz, kiedy spodziewać się najgorszego i często pozostajesz w domu. Może jedno szczęście to to, że nie miewam huśtawek nastroju, choć i to niewykluczone, bo jeszcze sześć miesięcy przede mną.
Mimo tych dokuczliwych dolegliwości wiele poradników czy serwisów internetowych każe spojrzeć na ciążę jako na cudowne dziewięć miesięcy.
Wiem, że każdy dotychczasowy dzień jest cudem, bo zdaję sobie sprawę z tego, że istnieje coś takiego jak poronienie - wielki dramat rodziców. Tak naprwdę nigdy nie wiadomo, komu ono się przydarzy. Nikt nie może być pewien, dlatego każdy dzień  przeżyty w zdrowiu jest prawdziwym cudem prowadzącym do szczęśliwego rozwiązania.
Rwanie bzu 2009-05-04
Narwali bzu, naszarpali,
Nadarli go, natargali,
Nanieśli świeżego, mokrego,
Białego i tego bzowego.


Liści tam - rwetes, olśnienie,
Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,
Pachnie kropliste po uszy
I ptak sie wśrod zawieruszył.


Jak rwali zacietrzewieni
W rozgardiaszu zieleni,
To sie narwany więzień
Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.

Śmiechem się bez zanosi:
A kto cię tutaj prosił?
A on, zieleń śpiewając,
Zarośla ćwierkiem zrosił.


Głowę w bzy - na stracenie,
W szalejące więzienie,
W zapach, w perły i dreszcze!
Rwijcie, nieście mi jeszcze!


Oj, narwało się bzu, narwało tego bzowego, tzn. w pięknym kolorze lila. Właściwie to jedyna korzyść z minionego "długiego" weekendu, który raczej przesiedzieliśmy w domu. Były poważne powody, by nigdzie się nie ruszać. Ale przynajmniej mieliśmy spokój i mogliśmy nacieszyć się sobą, porozmawiać, powygłupiać się...

Jestem już na zwolnieniu. Po przebudzeniu nie wiedziałam za bardzo, co dziś począć ze sobą. Perspektywa mnóstwa wolnego czasu trochę mnie przeraziła. Odpoczynek na pewno się przyda, zwłaszcza że zdarzają się jeszcze wciąż mdłości. Z drugiej strony głupio będzie zmarnować ten czas na nicnierobienie.

Nie chcę zamartwiać się na zapas, ale mam nadzieje, że te pieniądze, które dziś pojawiły się na moim koncie to jakaś spłata przyznanej w styczniu podwyżki albo czegoś podobnego, a nie kolejna pomyłka Pani Księgowej z gminy.  W zeszłym roku uraczyła mnie podwójnym wynagrodzeniem za urlop. W pore sobie przypomniała o swoim błędzie i musiałam zwrócić nadpłatę co do grosza. Tym razem, jesliby okazało się, że to znowu jej wina (tym bardziej, że od lutego już tam nie pracuję) będę żądać wyciągnięcia konsekwencji wobec jej licznych pomyłek, bo rzecz jasna nie ja jedna musiałam zwracać "nadpłaty". Lepiej niech te pieniążki pozostaną na moim koncie, bo już wiem, co z nimi zrobię.
Światowy Dzień Książki 2009-04-23
W Światowym Dniu Książki mogę przyznać się do mojego największego marzenia. Otóż marzę, by napisać książkę. Kilka projektów błąka mi się po głowie, ale najtrudniej jest zacząć. Zresztą mam szereg obaw, czy dociągnę temat do końca, czy nie wyczerpie mi się pióro itp. W każdym razie więcej we mnie strachu niż chęci. Ufam, że w koncu zwycięży we mnie miłość pisania, bo ja naprawdę lubię pisać. Obecnie zaprzestałam pisania, ale jeszcze kilka lat temu w zaciszu domowym powstawały wiersze i opowiadania, choć to chyba typowe dla nastolatków, którzy w ten sposób wyrażają swoją wrażliwość. No cóż... niektórzy z tego nie wyrastają.
Może to dobry moment, by na zwolnieniu spróbować skrobnąć coś. Trzeba w końcu przstać trząś tyłkiem! Inaczej nigdy się nie dowiem, czy potrafię wymyśloną przez siebie fabułę doprowadzić do finału.

2009-04-22
Ciągle na coś czekam. Najpierw trzeba przeczekać było mdłości, które powolutku ustępują. Czasem zdarza się dzień, kiedy całkowicie jestem od nich wolna. Teraz czekam i mam nadzieję, że się  doczekam, kiedy przejdzie mi leń, który wstąpił we mnie. Zupełnie siebie nie poznaję. Rano nie chce mi się wstać (w niedzielę wyleguję się do obiadu). Żeby wykonać jakąś czynność muszę wręcz zmuszać siebie do działania lub wykonywać ją na raty. Zwyczajnie nie mam sił i martwię się tym. Sama nie wiem, czy gorzej czuję się fizycznie czy psychicznie.
Zbliża się czas badań i wizyty kontrolnej. Postanowiłam, że będę prosić o zwolnienie. W pracy nawalam, brakuje mi energii i wigoru, nic mnie nie cieszy, niewiele spraw mnie interesuje, więcej z tego smutku niż radości. Najgorsze jest to, że nie wiem, jak sobie pomóc. Zawsze dawałam sobie jakoś radę z chandrą i trwała najwyzej jeden dzień.
Szczególnie niepokoi mnie ten brak energii czy wręcz osłabienie. Nie chce mi się nawet palcem kiwnąć.
Czeka na mnie niedokończone zlecenie. Dzisiaj mija termin wykonania go. Naprawdę ciężko mi zmobilizować się.
Pomocy!
Wątróbki!!! 2009-04-14
Wiem, że panie w mięsnym będą na mnie dziwnie patrzeć, że po takim świątecznym obżarstwie mam czelność zjawiać się tu dzisiaj i żądać czego?! Wątróbki! O niczym innym nie marzę, jak o porcji wątróbki z frytkami i surówką. Właściwie to zastanawiam się, czy nie przerzucić się chwilowo na żywienie w restauracjach, gdzie w kilka minut każda moja kulinarna zachcianka zostałaby spełniona.
Jak nie dostanę  świeżej wątróbki to normalnie zamorduję!
Niestety tyję. Nie da się tego ukryć, że od kilku dni apetyt powrócił. Od niedawna zjedzenie czegoś jest jedynym skutecznym lekarstwem działającym na mdłości. Najzabawniejsze jest to, że pojawiają się zadziwiająco regularnie - co dwie godziny. To wydaje się niepojęte szczególnie dla mamy i siostry, którym uczucie mdłości w ciąży było całkowicie obce i teraz uważają, że przesadzam. Jednak tylko jeden Bóg wie, ile już wycierpiałam.
Znikam na polowanie!

2009-04-09
Zaczęły się wędrówki garnków, pustych i pełnych. Pod tym względem doskonale się z mamą uzupełniamy. Zawsze z góry ustalamy strategię działania, dania, które są naszą specjalnością i nie ma potrzeby, żebyśmy obydwie przygotowywały to samo.
Mimo to w tym roku Wielkanoc kulinarnie odbędzie się na skromnie, a to głównie dlatego że wciąż nie najlepiej się czuję i nie wiem, czy za dwie godziny nie będę musiała legnąć z powodu mdłości. Poza tym dźwięczą mi niedawno przeczytane słowa:


"oby radość wielkanocnej niedzieli nie zaskoczyła nas znowu w trakcie gorączkowych przygotowań"

Tego właśnie życzę sobie, mojej Rodzince i Wam wszystkim!

Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
2635
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
5
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
2
Zobacz serwisy INTERIA.PL